Wiadomości
Rząd zapowiada, że do końca 2013 roku w każdym polskim domu będzie internet. Miałyby to umożliwić już istniejące sieci światłowodowe należące do różnych podmiotów, między innymi Konsorcjum Pionier - informuje Gazeta Wyborcza.
Plany rządu w wywiadzie dla Gazety Wyborczej zdradza Piotr Kołodziejczyk, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji. Zapytany przez dziennikarza Gazety o to, dlaczego zablokował projekt powstania punktu informacyjnego przy UKE dla samorządowców chcących budować łącza, minister odpowiada:

 - MSWiA buduje właśnie ogólnopolską sieć OST 112 [sieć przeznaczona dla służb ratunkowych], jest też sieć należąca do konsorcjum Pionier. Wiedząc o tym, bardzo się dziwiłem, że chcemy - rękami marszałków - budować kolejną sieć administracji publicznej, do tego w 16 kawałkach, gdy w tym samym czasie istnieją już (lub wkrótce będą istnieć) dwie inne sieci. Jeśli ktoś odniósł wrażenie, że wstrzymuję rozwój internetu w Polsce, to dlatego, że trudno było mi się pogodzić faktem, że podmioty administracji publicznej budują trzy sieci w tym samym miejscu. Jestem po poznańsku oszczędny, a szefa mam z Krakowa i dlatego nie byłem w stanie tego zaakceptować. Zaproponowaliśmy marszałkom: nie zakopujcie swoich światłowodów tam, gdzie my już zakopaliśmy swoje. Wymieniajmy się włóknami. Wspólne działanie przynosi lepsze efekty.

Dzięki takiemu rozwiązaniu, zdaniem ministra, Polacy uzyskają powszechny dostęp do internetu przed końcem 2013 roku.

Poniżej cała rozmowa z Piotrem Kołodziejczykiem.



Kołodziejczyk: Znalazłem sposób na powszechny internet

Rozmawiał Przemysław Poznański

2011-01-14, ostatnia aktualizacja 2011-01-15 13:29:55.0

Połączenie trzech sieci: budowanej przez rząd na potrzeby służb ratunkowych, kładzionej przez marszałków oraz naukowej sieci Pionier sprawi, że ogólnopolski internet trafi pod strzechy pod koniec 2013 r. - mówi "Gazecie" Piotr Kołodziejczyk, wiceminister spraw wewnętrznych i administracji.

Przemysław Poznański: Czy hamuje pan rozwój internetu w Polsce?

Piotr Kołodziejczyk: Czy można zatrzymać coś, co stoi? Nie rozumiem pytania. Co ma pan na myśli?

Taka opinia pojawiła się wśród ekspertów zajmujących się teleinformatyką, gdy zablokował pan projekt systemowy, czyli powstanie punktu informacyjnego przy UKE dla samorządowców chcących budować łącza.

- Jeśli mówimy o tym, że zahamowałem rozwój internetu w Polsce, to chciałbym zobaczyć przykład rozpędzonych inwestycji, które można byłoby zahamować. Do ministerstwa przyszedłem w marcu zeszłego roku i krajobraz, jaki zastałem, był następujący: 15 regionalnych programów operacyjnych, z których żaden nie ruszył. Zostały zatwierdzone, ale nie weszły w fazę realizacji, a mamy za sobą już cztery lata unijnego programu finansowania na okres 2007-13. Trudno więc mnie obwiniać o coś, co się nie ruszało. Nie rozumiem tego zarzutu.

Może projekt systemowy by to zmienił?

- Gdy przyszedłem do ministerstwa, zadałem sobie pytanie, dlaczego projekty regionalne nie wystartowały, mimo że marszałkowie mają w większości przypadków zrobione studia wykonalności, mają zatwierdzone programy operacyjne, mają pieniądze. To było logiczne pytanie. Wziąłem więc do ręki dokument o nazwie "Projekt systemowy" i przeczytałem go kilkanaście razy, ale tam też nie znalazłem odpowiedzi. A ja zawsze wychodzę z założenia, że nie może być wydatku [projekt miał kosztować 80 mln zł] bez spodziewanego udokumentowanego efektu.

Ma pan inny sposób, aby budowa internetu wreszcie ruszyła?

- Przeanalizowałem problem i znalazłem kilka odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie: dlaczego nie ruszyła budowa sieci regionalnych? Jednym z powodów jest to, że nikt wcześniej nie wziął pod uwagę przepisów o dopuszczalności pomocy publicznej na konkurencyjnym rynku telekomunikacyjnym. Oto marszałkowie stanęli przed dylematem - albo będą prowadzili inwestycje, na których można zarabiać, np. sprzedając usługi, ale wtedy z Unii dostaną dofinansowanie do 40 proc., albo zbudują sieć niekomercyjną, dostaną 85 proc. unijnego dofinansowania, lecz nie będą mieli za co utrzymać tych sieci. Jeśli położy się sieć w obszarze słabo zurbanizowanym, to mało prawdopodobne, że znajdzie się wystarczająco dużo klientów, aby sfinansować codzienną eksploatację tej sieci.

Innym czynnikiem wstrzymującym inwestycje jest rezerwa operatorów komercyjnych. Otóż jeśli coś jest zbudowane za pieniądze publiczne, to musi być publicznie dostępne - to zdrowa zasada. Przedsiębiorca znający tę zasadę myśli tak: jeśli mnie marszałek namawia do współpracy, to ja może bym i wszedł w to, zaangażował swój kapitał. Jednak mam świadomość, że marszałek włoży w przedsięwzięcie publiczne pieniądze, a zatem infrastruktura, którą stworzymy, będzie musiała być publicznie dostępna, również dla moich konkurentów. I zamiast inwestować, jeden operator patrzy na drugiego. I wszyscy czekają.

Pozostaje budowa za unijne pieniądze.

- Jednak tu pojawia się kolejny problem - cele większości programów regionalnych zostały zdefiniowane następująco: podłączamy do sieci 100 proc. instytucji publicznych i 90 proc. mieszkańców. Takie założenie ma jedną wadę - wymaga unijnej notyfikacji, ponieważ podłączanie mieszkańców to wkraczanie na obszar działania komercyjnych operatorów. Dziś oczekiwanie na notyfikację to 12-18 miesięcy. Postawmy się na miejscu marszałka - nawet gdyby miał dziś wszystkie papiery, to notyfikację najwcześniej otrzyma na koniec 2011 r. W 2012 ogłosi przetargi na zrobienie dokumentacji, poczeka na tę dokumentację, ogłosi przetarg na budowę sieci. Ten przetarg - i to przy założeniu, że nie będzie protestów - rozstrzygnie najwcześniej pod koniec 2013 r., czyli w momencie, gdy pieniądze unijne powinny być już zakontraktowane. Spojrzałem na ten kalendarz i doszedłem do wniosku, że podstawowym ryzykiem jest niezrealizowanie inwestycji w terminie.

Jest na to sposób?

- Zaproponowałem marszałkom zmianę definicji celu - w pierwszym etapie zbudujemy sieć administracji publicznej, wykopiemy rowy, położymy kanalizację telekomunikacyjną, "wdmuchniemy" do niej światłowód. Sieć publiczna to nie tylko sieć łącząca urzędy. Nie chodzi przecież o budowanie sieci dla urzędników. Sieć publiczna to biblioteki, szkoły, szpitale... Tak robią np. Amerykanie.

Jednak nie oznacza to, że internet trafi pod strzechy.

- Dlatego równolegle rozpocznie się proces notyfikacji, potrzebnej po to, aby zbudowaną już sieć wykorzystać komercyjnie. Dwukrotnie rozmawiałem z komisarz Neelie Kroes. Otrzymałem obietnicę, że takie wsparcie otrzymamy.

Postanowiłem powrócić do koncepcji ministra Jerzego Hausnera. Stworzył on projekt programu operacyjnego zakładającego budowę jednej tzw. sieci szkieletowej [rodzaj internetowych autostrad]. Dziś jednak trud budowania sieci spada na barki marszałków, co trudno zrozumieć. Nie rozumiem idei budowania 16 kawałków sieci, która z natury jest jednolita i globalna.

A zatem marszałkowie zbudują jedną sieć?

- MSWiA buduje właśnie ogólnopolską sieć OST 112 [sieć przeznaczona dla służb ratunkowych], jest też sieć należąca do konsorcjum Pionier. Wiedząc o tym, bardzo się dziwiłem, że chcemy - rękami marszałków - budować kolejną sieć administracji publicznej, do tego w 16 kawałkach, gdy w tym samym czasie istnieją już (lub wkrótce będą istnieć) dwie inne sieci.

Jeśli ktoś odniósł wrażenie, że wstrzymuję rozwój internetu w Polsce, to dlatego, że trudno było mi się pogodzić faktem, że podmioty administracji publicznej budują trzy sieci w tym samym miejscu.

Jestem po poznańsku oszczędny, a szefa mam z Krakowa i dlatego nie byłem w stanie tego zaakceptować. Zaproponowaliśmy marszałkom: nie zakopujcie swoich światłowodów tam, gdzie my już zakopaliśmy swoje. Wymieniajmy się włóknami. Wspólne działanie przynosi lepsze efekty.

Jednak w pańskim modelu zarabiać będzie konkretny podmiot.

- Słyszałem zarzut, że kolaboruję z ludźmi z Pioniera. Jest chybiony, bo Pionier nie jest instytucją prywatną. Konsorcjum Pionier zarządza Poznańskie Centrum Superkomputerowo-Sieciowe, jednostka Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu. Pionier to sieć 22 placówek naukowo-badawczych, głównie uniwersytetów oraz PAN. 100 proc. własności sieci jest publiczne, pod publiczną kontrolą. A poza tym to sieć na najlepszym światowym poziomie - jej prędkość sięga 60 Gb/s.

Kiedy mieszkańcy tych gmin i wszyscy Polacy doczekają się powszechnego internetu?

- Projektowanie techniczne trwa mniej więcej rok. W końcu 2011 r. będziemy w stanie rozpoczynać przetargi budowlane, a na początku 2012 r. zacząć budowanie sieci w ramach regionalnych programów operacyjnych. Internet powinien trafić do domów przed końcem 2013 r.

*Piotr Kołodziejczyk, podsekretarz stanu w MSWiA. Absolwent Politechniki Poznańskiej, w 1997 r. podsekretarz stanu w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej, od 2004 do 2010 r. sekretarz miasta Poznania. Wywindował tamtejszy urząd do czołówki instytucji, w których wiele spraw można załatwić przez internet

Źródło: Gazeta Wyborcza
Kinga Jurga

Powiązane projekty:
Sieć PIONIER