Powrót


W podróży powrotnej postanawiamy (skoro już tu jesteśmy) odwiedzić Petersburg. Dlatego też po koszmarnie długim okresie oczekiwania w Incie wsiadamy w pociąg jadący do Sankt-Petersburga - Wenecji północy. Cieszymy się widząc wtaczający się na peron "nasz" pociąg, ponieważ prawie 24 godziny oczekiwania dały nam w kość. Chodząc po mieście, aby zabić czas, każdy sklep odwiedzamy po dwa razy (dopóki są otwarte) i nie pamiętam ile piwa wypiljamy leżąc na trawie i nudząc się sekretnie na głównym placu Inty (nieopodal pomnika Lenina oczywiście). Jak się okazuje w pociągu jadą ci sami geolodzy, z którymi wracaliśmy z kopalni. Postanawiamy się z nimi bliżej zapoznać i jako że pochodzą z Petersburga, mogą nam udzielić wielu cennych wskazówek dotyczących tego niezanego nam miasta. Podczas międzynarodowej wizyty, przy piwie i podczas polsko-rosyjsko-angielskiej rozmowy okazuje się, że są wysokiej klasy specjalistami w geologii i byli na Uralu w związku z pracą badawczą. Okazują się być bardzo sympatycznymi ludŸmi. Prosimy ich o informacje dotyczące miasta i co w nim warto zwiedzić mając do dyspozycji zaledwie jeden dzień. Ponieważ w rozmowie wychodzi, że nie mamy gdzie nocować jeden z nich (Przy okazji: "Thank you Vladimir") oferuje nam nocleg u siebie w domu. Jesteśmy mile zaskoczeni i z chęcią przyjmujemy taką propozycję.

Kiedy przybywamy do Petersburga okazuje się, że na stacji czeka na Vladimira żona, a w domu kolacja dla dwojga przy świecach. Jesteśmy speszeni niespodziewanym faktem przeszkodzenia w intymnym powitaniu i zaskoczeni niezwykle miłym przyjęciem. Dostajemy bardzo dobrą kolację i miejsce do spania. Wieczorem jeszcze ustalamy z gospodarzami trasę naszego zwiedzania i miejsca warte odwiedzenia. Planujemy wstać wcześnie aby nie tracić chwili.

Krążownik Aurora

Z mapą w ręku wyruszamy rano na podbój miasta. Niestety niecały jeden dzień to stanowczo za krótko na choćby pobieżne zwiedzenie tego dużego i pięknego rosyjskiego miasta. Z wielkim żalem "przechodzimy" zaledwie koło ważniejszych zabytków i interesujących obiektów - fotografujemy się przed Ermitażem, przy pomniku Piotra I, nad brzegiem Newy i w najstarszej części miasta. Nasza wycieczka nie może się oczywiście obyć bez zobaczenia słynnej Aurory. Choć po prawdzie spodziewaliśmy się czegoś większego. Ze zdziewieniem także obserwujemy lądowanie helikoptera w centrum miasta. Cóż - Rosja, tutaj wszystko jest możliwe. Czas szybko mija i okazuje się, że musimy wracać aby zdążyć na pociąg. Sankt-Petersburg pozostawia w nas niezapomniane wrażenia i pomysł aby przyjechać tu kiedys na klilka dni i wtedy w spokoju zwiedzić interesujące nas zabytki. Bo na pewno miasto nad Newą jest tego warte.

Serdecznie żegnani przez naszych gospodarzy udajemy się na pociąg, który zawiezie nas do Kraju. Plan jest taki jak w poprzednią stronę - do granicy, podmiejskim przez granicę i dalej już normalnie. Kupujemy na dworcu ostatnie pierożki i żegnamy się z Petersburgiem.

Na granicy niestety mamy pecha bo jest obława na przemytników i dokładnie rewidują nasz pociąg. Efekt - stoimy 3 godziny na granicy. A na dodatek doczepiają się do naszych skór i rogów renifera. Na szczęście wszystko kończy się pomyślnie i 28 lipca wieczorem jesteśmy w Polsce. Uszczęśliwieni dzwonimy do swoich rodzin i dziewczyn powiadomić ich o naszym szczęśliwym powrocie. Nasza wyprawa dobiegła końca.


Powrót
10.02.1999 (c) Szymon Trocha. Prawa autorskie zastrzeżone. Żadna część niniejszego tekstu nie może być nigdzie publikowana ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek innej formie (włączając w to umieszczanie na innych serwerach w Internecie) bez pisemnej zgody autora.