Węgry, Włochy, Niemcy
Wyprawa na Sycylię - Lipiec 1999

Zdjęcia LII Zdjęcia zabytków      MAPAMAPKA        Zdjęcia zabytków Zdjęcia LIV
Sycylia - Etna

Etna wznosi się na wysokość 3323 m n.p.m i jest to jeden z największych na świecie i nadal czynny wulkan. Niektóre z jego wybuchów miały katastrofalne skutki: w 1169, 1329 i 1381 roku lawa doszła do morza. Niestety nie jest możliwe przewidzenie erupcji, wulkan jest cały czas groźny, największe wstrząsy i erupcje odbywają się mniej więcej w okresach co 12 lat.

Nasza wyprawa na Etnę była niesamowitym przeżyciem i zarazem chyba najbarwniejszą przygodą tego wyjazdu. Wszystko zaczęło się od spotkania na kempingu polskiej grupy, która wzięła nas autobusem, razem z bagażami. Nie było miejsca - więc siedzieliśmy w przejściu - z tyłu. Dojechaliśmy do dolnej stacji kolejki górskiej. Tam się okazało iż mamy około 4 godzin by wejść i zejść. Duża część osób zdecydowała wjechać na 2,500 metrów kolejką, a później iść pieszo, ci którym było za drogo szli pieszo. My ubraliśmy się bardzo ciepło, mimo prawie 35 stopniowego upału. Jak się okazało do góry była to bardzo słuszna decyzja, tam temperatura zeszła do około 2 stopni, padał deszcz, miejscami szliśmy w tak gęstej mgle iż nic nie było widać. Przez większą część wchodziliśmy na szagę, a spod nóg usypywała nam się lawa i żwir. Doszliśmy na 3000 metrów, a ponieważ nic nie było już widać, zeszliśmy do schroniska na 2920. Ponieważ mieliśmy mało czasu musieliśmy zacząć schodzić na dół. To był horror, każdy krok na dół to była lawina kamieni. Czasmi zapadaliśmy się w żwirze po kolana, nigdzi nie było udeptanej ścieżki, schodziliśmy prosto na dół. Najgorsze było gdy zjeżdżaliśmy strome fragmenty na nogach i tyłkach. Nie było to przyjemne - cali byliśmy pokryci warstwą kurzu. Bolały nas wszystkie stawy, a nogi jak sprężynki.

Ale nasze przygody dopiero się rozpoczęły. Przy zjeździe z góry hamulce się mocno zagrzały i musieliśmy stanąć w miasteczku by je oblewać wodą. Poszliśmy po wodę z baniakami do gospodarzy i u jednego z nich ktoś nalał wino zamiast wody. Przez te problemy na przejście promowe w Mesynie dojechaliśmy dopiero około 24. Tam nas wysadzili. Noc. Ciemno. Port, pełno podejrzanych typów. Do stacji kolejowej kilka kilometrów, a my byliśmy objuczeni i zmęczeni. Zauważyliśmy jednak iż pociągi wjeżdżają na specjalny prom kolejowy i w momencie jak wjechał ostatni pociąg wbiegliśmy po torach na ten prom właściwie w momencie gdy on się zamykał. Wpadliśmy do jednego z pociągów i jak się okazało jechał on do Milano. W sam raz. Informacji tej udzielił nasz rodak który był pierwszą osobą którą tam spotkaliśmy. Jakież było zdziwienie pasażerów do których się dosiedliśmy, gdy władowaliśmy się do przedziału i zajęliśmy prawie połowę a przecież złapaliśmy pociąg nie na stacji a w biegu. Do Mediolanu czekała nas teraz 1000 kilometrów - cała nocka.

Zdjęcia LII Zdjęcia zabytków      MAPAMAPKA        Zdjęcia zabytków Zdjęcia LIV

Strona główna Strona główna

Internetowy Bank Zjęć.
Potrzebujesz zdjęć do publikacji? Kup zdjęcie w serwisie: Photomarket.pl - bank zdjęć