|
Węgry, Włochy, Niemcy
Etna wznosi się na wysokość 3323 m n.p.m i jest to jeden z największych na świecie i nadal czynny wulkan. Niektóre z jego wybuchów miały katastrofalne skutki: w 1169, 1329 i 1381 roku lawa doszła do morza. Niestety nie jest możliwe przewidzenie erupcji, wulkan jest cały czas groźny, największe wstrząsy i erupcje odbywają się mniej więcej w okresach co 12 lat.
Nasza wyprawa na Etnę była niesamowitym przeżyciem i zarazem chyba najbarwniejszą przygodą tego wyjazdu. Wszystko zaczęło się od spotkania na kempingu polskiej grupy, która wzięła nas autobusem, razem z bagażami. Nie było miejsca - więc siedzieliśmy w przejściu - z tyłu. Dojechaliśmy do dolnej
Ale nasze przygody dopiero się rozpoczęły. Przy zjeździe z góry hamulce się mocno zagrzały i musieliśmy stanąć w miasteczku by je oblewać wodą. Poszliśmy po wodę z baniakami do gospodarzy i u jednego z nich ktoś nalał wino zamiast wody. Przez te problemy na przejście promowe w Mesynie dojechaliśmy dopiero około 24. Tam nas wysadzili. Noc. Ciemno. Port, pełno podejrzanych typów. Do stacji kolejowej kilka kilometrów, a my byliśmy objuczeni i zmęczeni. Zauważyliśmy jednak iż pociągi wjeżdżają na specjalny prom kolejowy i w momencie jak wjechał ostatni pociąg wbiegliśmy po torach na ten prom właściwie w momencie gdy on się zamykał. Wpadliśmy do jednego z pociągów i jak się okazało jechał on do Milano. W sam raz. Informacji tej udzielił nasz rodak który był pierwszą osobą którą tam spotkaliśmy. Jakież było zdziwienie pasażerów do których się dosiedliśmy, gdy władowaliśmy się do przedziału i zajęliśmy prawie połowę a przecież złapaliśmy pociąg nie na stacji a w biegu. Do Mediolanu czekała nas teraz 1000 kilometrów - cała nocka.
Strona główna
|